Pierwszy raz piosenkę Marsów usłyszałam.... koło roku 2009. Na pewno odbyło się to na wakacjach, mniej więcej gdy kończyłam podstawówkę. Byłam wtedy na obozie wakacyjnym w Kątach Rybackich z przyjaciółką (<-- Gosiu, wiem, że prędzej czy później przeczytasz tego bloga, więc pozdrawiam :) ) . Na tym obozie poznałam też wtedy znacznie ode mnie starszą dziewczynę, Patrycję. Obozowe opiekunki kazały się jej nami zająć, więc Patrycja często przesiadywała w naszym pokoju w wolnych chwilach. Podczas jednej z takich wizyt puściła mi piosenkę, którą kochała, czyli 93 Million Miles. Pamiętam, że stwierdziłam, że ta piosenka jest całkiem, całkiem i Patka przesłała mi ją na telefon. Niedługo po przyjeździe do domu słuchałam tej i kilku innych, raczej starszych piosenek tego zespołu. Lubiłam je, ale nie miażdżyły mnie tak jak teraz. Później, jeszcze na samym początku gimnazjum miałam korepetycje z angielskiego ze studentką, która była echelonem. Pamiętam, że miała krótkie, czerwone włosy i bardzo ją lubiłam. Niestety, jakieś pół roku później pani Sylwia (tak miała na imię) zakończyła studia i wróciła do domu, na drugi koniec Polski. Nasz kontakt niestety się urwał, ale zdążyła jeszcze jakoś przypomnieć mi o tym cudnym zespole. Jednak dopiero około 1,5 roku temu (czyli raczej sporo od tamtych zdarzeń) natrafiłam na piosenkę The Kill w sieci. Mój tata na pewno ująłby to tak, że to wtedy ''odebrało mi rozum''. Cóż, może jest w tym trochę prawdy :). Ale przy okazji odbierania mi tego nieszczęsnego rozumu, piosenka odebrała też poczucie samotności i niezrozumienia, które w tamtym czasie, muszę przyznać, czułam często, natomiast dodała poczucie szczęścia i szeroko rozumianej wolności. Nie wiem, jak to inaczej powiedzieć, ale jakkolwiek kiczowato by to nie zabrzmiało, po prostu poczułam się żywa.
![]() |
| źródło:https://iamtheechelon.wordpress.com/ |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz